Tak niedawno żegnaliśmy się życząc sobie udanych wakacji, a już nadeszła pora powrotu do szkoły. Nasze głowy wciąż wypełnione są wakacyjnymi wspomnieniami: szumem morza, błękitnym niebem, górskimi wędrówkami, leśnymi szlakami, wspaniałymi zabytkami, niezapomnianymi krajobrazami, wakacyjnymi przyjaciółmi i niezapomnianymi przygodami. Czas odpoczynku i beztroski szybko minął. Z nową energią i zapałem rozpoczynamy kolejny (a niektórzy pierwszy) rok szkolny. Choć sytuacja epidemiczna powoduje nasz niepokój cieszymy się, że możemy spotkać się znowu w szkole.
1 września 1939 roku, uczniowie nie mieli możliwości rozpocząć nauki w szkole. O godzinie 4.40 rozpoczął się atak hitlerowskich Niemiec na polskie granice. Pierwszymi celami były wioska Wieluń, Westerplatte, Port w Gdyni i Półwysep Helski. Lotnictwo niemieckie bombardowało linie kolejowe, bazy wojskowe i stolicę. Atak z morza, lądu i powietrza w ciągu następnych godzin i dni dotknął obszaru całego kraju.
Zofia Zawadzka, lat 16: „Warszawa 1 września 1939 r. Dziś pierwszy dzień nowego roku szkolnego. Za oknem słoneczny poranek, błękitne niebo. Przeciągam się w łóżku leniwie, wspominając minione wakacje, beztroski pobyt nad morzem i sierpień spędzony z matką u jej rodziny w Wieluniu.Dziś tu, na Kruczej, w samym centrum Warszawy, jest cicho i spokojnie - pachnie świeże śniadanko i słychać troskliwe matczyne poganianie: "Prędzej, bo się spóźnisz do szkoły". Śpieszyć się? Ale właściwie dlaczego...? (…) Przecież to blisko. Zakładam powoli granatowy mundurek szkolny z niebieskimi lamówkami mając nadzieję, że będę go nosić ostatni rok, bo na przyszły z pewnością założę z czerwonymi, będę przecież licealistką. Wypijam łyk ciepłego mleka i nagle, w jednej chwili, wszystko się zmienia. Ja i moje życie. (…) Jeszcze tylko parę minut i to, tak czyste, błękitne niebo przecina cała eskadra samolotów, a na nich wymalowane czarne krzyże. Huk, dudnienie, wycie silników. Szyby w oknach drżą, a moje serce wali jak młot i ta przerażająca myśl, że to już nieodwołalnie wojna. Przeleciały, z dala dobiega gwizd lecących bomb.Już nie idę do szkoły. Prysnęły marzenia, zgruchotały je na zawsze hitlerowskie bomby. Włączam radio. Przemawia prezydent Warszawy Stefan Starzyński. (…) Wzywa mieszkańców do obrony Warszawy. Ściągam gimnazjalny mundurek i zakładam zielono-szary mundur szkolnej organizacji PWK. To skrót: Przysposobienie Wojskowe Kobiet, do którego należałam od roku.
1 Dzieciom, nawet w najtrudniejszych warunkach, trudno zapomnieć o zabawie/ Agnieszka Lisak.
https://kobieta.interia.pl/zycie-i-styl/news-ii-wojna-swiatowa-i-dziecko,nId,1495803, dostęp: 29.08.2020
Marta Strzelecka, w czasie wojny niemowlę: „Urodziłam się 22 sierpnia 1939 roku. Już 5. września byliśmy całą rodziną w drodze na wschód. Większość ludzi szła piechotą, taszcząc plecaki, czasem ciężkie walizy pełne w pośpiechu zebranego dobytku. My jechaliśmy konnymi zaprzęgami; sytuacja w tych warunkach wręcz komfortowa! Mój brat miał 15 miesięcy, podróżowali z nami dziadkowie i ciotki, również z małymi dziećmi. Od czasu do czasu trzeba było wskakiwać do przydrożnych rowów, bo niemieckie samoloty nadlatywały siejąc bomby. A ja wrzeszczałam, od dwóch tygodni nie kąpana, w niepranych pieluchach, na całym ciele odparzona. Ciotki kręciły głowami: z tego maleństwa to już nic nie będzie... Przy drodze, u wejścia do opuszczonego szpitala, stał jego dyrektor. Zatrzymał nas, z litością pochylił się nad niemowlęciem, wyciągnął ze swych zapasów puder o egzotycznej nazwie. Była to nowość, reklamowy produkt amerykańskiej firmy, przysłany tuż przed wojną. Rany natychmiast zaczęły się goić. Mama przypuszczała po latach, że to musiał być jeszcze wtedy nieznany powszechnie jeden z pierwszych antybiotyków. Przypadek zadecydował, że miałam dalej żyć, choć tyle dzieci przepadło w tej wojnie.
Dziennik Polski 24, Wspomnienia świadków wybuchu II wojny światowej, 12.09.2009, https://dziennikpolski24.pl/wspomnienia-swiadkow-wybuchu-ii-wojny-swiatowej/ar/2646172 dostęp 14.06.2020.
Joanna Papuzińska, lat 5: „Kiedy przyjechali żołnierze zabrać moją mamę, to ja już byłam u sąsiadów. Bo jest wojna, bo jest wojna, bo jest wojna – powtarzałam sobie w myśli. Okazało się, że wojna może nie tylko przyjść do domu, ale nawet go zabrać. Nie ma domu, nie ma twojego łóżka, poduszki ani kołderki. Musisz iść spać do innego, cudzego domu, gdzie zamiast mamy jest jakaś obca pani, obce meble, i musisz pić mleko z cudzego kubeczka, zamiast z tego, co zawsze. I jeszcze zamiast własnej piżamy dają ci do spania jakieś okropne koszulisko do ziemi.
Nie ma nie tylko domu, ale też żadnych bliskich ludzi. Nie tylko mamy ani taty, ale też moich braci i sióstr. Wiem, że oni gdzieś są, ale nie wiadomo gdzie. Po zabraniu mamy przez żołnierzy, zajęli się nami jacyś dobrzy ludzie. Ale nikt nie mógł zaopiekować się wszystkimi dziećmi razem. Dlatego zostaliśmy rozdzieleni, każdy osobno. Ja jestem tu, a oni gdzieś tam indziej, w jakiś innych, obcych domach.
Potem wróciliśmy do domu, ale nie był to już ten wesoły domek, tylko biedny, postrzelany i dziurawy. Nie było przy nim łączki, na której przedtem się bawiłam się z wiatrem, tylko wielka dziura w ziemi po jakimś wybuchu. Pokiereszowane, wypalone domy stały puste, z powybijanymi oknami.
Kiedy nadeszła wiosna i zrobiło się gorąco, wtedy zrobił się kłopot, bo nie mieliśmy letnich ubrań. Ale to był mały kłopot. Duży zaczął się wtedy, kiedy nadeszła zima i nie mieliśmy zimowych ubrań. Nie można było pójść do szafy i wyciągnąć ciepłej kurtki, bo szafa została zniszczona. A żadnego sklepu też nie było, żeby coś w nim kupić. Zresztą gdyby nawet był, to potrzebne były pieniądze, których też nie było”.
Fragm.. Joanna Papuzińska, Asiunia, wyd. Literatura, Łódź 2018.
Bohaterska obrona polskich żołnierzy i współpraca ludności cywilnej niestety nie powstrzymały nieprzyjaciela. Ostateczny cios został zadany naszej ojczyźnie 17 września, gdy Armia Czerwona przekroczyła wschodnią granicę Polski. Rozbiór ziem Polski dokonany przez Niemcy i Związek Radziecki odebrał nam wolność, a okupacja wiązała się z masowymi represjami, egzekucjami, przymusową wywózką. Każdy przejaw polskiej państwowości i kultury był z całą zaciętością i gorliwością likwidowany.
Janka, 10 lat: „W połowie sierpnia 1939 roku wojna zabrała nam tatę – razem ze swoim oddziałem wyruszył walczyć z wrogiem, biorąc ze sobą naszą ukochaną klacz Bajkę, i wszelki słuch po nim zaginął. Mama popłakiwała po kątach i jedynie babcia wierzyła niezłomnie, że któregoś dnia dowiemy się, że żyje.
Z nadejściem wojny tak naprawdę nie zmieniło się nic, prócz tego, że zamknięto szkołę i mama spędzała z nami długie wieczory nad podręcznikami.
– Musicie się uczyć – powtarzała.
Lekcje z mamą nie przypominały w niczym szkolnych zajęć. Składały się głównie z czytania klasyki, Trylogii, wierszy Mickiewicza i książek przyrodniczych, bo mama zawsze interesowała się przyrodą.
– Macie obowiązek uczenia się – mawiała.
Tymczasem wojna straszyła nas dudnieniem czołgów na drodze, wybuchami bomb oświetlającymi miasto i echem dalekiej kanonady. Ale jak dotąd nie przekroczyła furtki naszego ogrodu. Zmieniały się pory roku, a przez miasteczko przetaczały się oddziały radzieckie. Żołnierze o dziwnie płaskich twarzach nocami grali na harmoniach. Nędznie ubrani, wiecznie głodni, wpadali na podwórka i zabierali wszystko, co dało się zjeść.
A potem odchodzili. (…) Lekcje muzyki były czymś, co według mamy miało zapewnić nam poczucie względnej normalności. Brałyśmy je od kilku lat, (…) Ja grałam na fortepianie, a moja siostra na skrzypcach.”
Fragm. Katarzyna Ryrych, Mała wojna, wyd. Literatura, Łódź 2019.
Niemiecki plan okupacyjny przewidywał, że tożsamość narodowa Polaków zostanie zniszczona poprzez znaczne ograniczenie możliwości edukacji polskiej młodzieży. Heinrich Himmler w 1939 roku mówił:
„(…) dla polskiej ludności Wschodu nie mogą istnieć szkoły wyższe niż 4-klasowa szkoła ludowa. Celem takiej szkoły ma być wyłącznie proste liczenie, najwyżej do pięciuset, napisanie własnego nazwiska, wiedza, iż boskim przykazaniem jest być posłusznym Niemcom, uczciwym, pracowitym i rzetelnym. Czytania nie uważam za konieczne.”
https://www.salon24.pl/u/smiech/968901,tajne-nauczanie-w-okupowanej-polsce, dostęp: 16.06.2020.
2 Łopiennik Górny 1941 – Lekcja języka polskiego podczas tajnych kompletów.Lekcje prowadzi Jadwiga Sokirkówna
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tajne_nauczanie#/media/Plik:Tajne_komplety_lopiennik_1941.jpg, dostęp: 29.08.2020.
Polacy dość szybko zorganizowali szkolnictwo podziemne. Lekcje odbywały się na tzw. tajnych kompletach w prywatnych mieszkaniach w kilkuosobowych grupach. Takie pobieranie nauki wiązało się z dużym niebezpieczeństwem – w razie wykrycia groziło więzienie lub obóz koncentracyjny. W sumie, w wyniku represji zginęło około 8,5 tysiąca polskich nauczycieli, zamordowano ponad dwa miliony dzieci i młodzieży w wieku do 18 lat, a około20 tysięcy zostało wywiezionych na tereny Niemiec. Nauczyciele uważali prowadzenie działalności edukacyjnej i wychowawczej za swój obywatelski obowiązek, natomiast młodzież chętnie garnęła się do nauki osiągając bardzo dobre wyniki.
Wacław Bańkowski, 12 lat: „W dzień wybuchu wojny byłem jeszcze dzieckiem. Pamiętam, że nad ranem obudziły nas echa wybuchów, widzieliśmy też unoszące się nad Białą Podlaską dymy. Nad nami krążyły samoloty - latały tak wysoko, że wydawały się być niewiele większe od długopisu.
Czy cieszyliśmy się, że nie poszliśmy do szkoły? To nie tak. Dla nas szkoła była miejscem odpoczynku, bo kiedy się nie uczyliśmy, trzeba było pracować. Każdy pomagał rodzicom jak mógł, w domu i w polu, również po szkole, bez wyjątku. To była ciężka praca, a i do szkoły nie było przecież łatwo dojść - niektórzy musieli iść do niej wiele kilometrów, w lecie człowiek potrafił się zmęczyć, a co dopiero w zimie?!
Do szkoły zaczęliśmy chodzić dopiero w listopadzie, gdy Niemcom udało się zorganizować nowe szkoły rolnicze. Nauczyciele prowadzili wprawdzie zajęcia po polsku, ale niektóre przedmioty - np. historia czy geografia - były zakazane. W takiej szkole ukończyłem szóstą i siódmą klasę i zakończyłem naukę w szkole powszechnej. W tym czasie dla większości oznaczało to koniec edukacji w ogóle; chyba, że ktoś, tak jak ja, mógł uczyć się na tajnych kompletach. Nie było to łatwe, bo wykrycie grupy uczniów czy nauczyciela karano śmiercią.



